Gdy wylądowaliśmy w Kolombo w ostatnich dniach stycznia br., zaskoczyła nas od razu dziwnie nerwowa atmosfera panująca na lotnisku. Nie zdążyliśmy jeszcze opuścić samolotu, a już na pokładzie pojawiła się ekipa dezynfekująca powietrze, którym przed chwilą oddychaliśmy. Natomiast wszyscy obsługujący nas na lotnisku nosili bez wyjątku białe ochronne maseczki. Przestaliśmy się temu wszystkiemu dziwić, gdy zerknęliśmy na tablicę z przylotami. Widniało tam aż kilka połączeń z Chinami.
Ilekroć jadę do któregoś z krajów Azji Południowo-Wschodniej, zawsze mam ten sam dylemat: jak oceniać tamtejszą rzeczywistość polityczną? Czy mamy tam do czynienia z jakimiś formami demokracji w naszym europejskim rozumieniu? Czy też może dominują tam tylko różne odmiany ustroju autorytarnego?
Z zazdrością podziwiamy Hiszpanów za to, że potrafią się wspaniale bawić się i tak otwarcie manifestować radość z życia. Czyli za to, czego nam Polakom, urodzonym smutasom i wiecznym malkontentom, najbardziej brakuje. Autor przedstawianej tu książki udowadnia, że ta apoteoza życia i radość z zabawy wynika także z tradycji historycznej na półwyspie iberyjskim.
Bestie z Komodo zamiast rzucać się na dzikie zwierzęta lub przynajmniej powarczeć na turystów wolą delektować się podrzucanymi im kurczakami. Taki jest jeden ze skutków inwazji turystycznej na słynny park narodowy w Indonezji, w którym żyją olbrzymie gady przypominające legendarne smoki. Władze Indonezji zapowiedziały właśnie wprowadzenie od przyszłego roku wielu ograniczeń dla turystów.
Z ciekawością sięgnąłem do twórczości Pabla Nerudy, światowej sławy wieszcza Ameryki Południowej, gdy dowiedziałem się, iż poświęcił on jeden ze swoich poematów właśnie Machu Picchu
To że wydobyłem z pamięci niniejsze wspomnienie z podróży do Peru odbytej w roku 2005, zawdzięczam głównie Alejandrowi Toledo, ówczesnemu prezydentowi Peru. Ten dzisiaj już emerytowany 72-letni polityk, upił się w ubiegłym miesiącu na umór w jednej z restauracji na przedmieściach San Francisco i wszczął wielką awanturę zakończoną interwencją policji. To przez tę awanturę Toledo, mieszkający dzisiaj w USA, trafił nagle na czołówki światowych gazet, a nam przypomniała się wyprawa do Peru, w trakcie której mieliśmy wrażenie, że ówczesny prezydent Peru „depcze nam po piętach”.
Lektura esejów Naipaula uzmysławia, jak bardzo kolonialna przeszłość regionu Karaibów odciska swoje piętno na współczesności. I jak wielu pokoleń trzeba, aby wyzwolić się z przeklętego jarzma niewolnictwa sprzed kilku wieków, jeśli to jest w ogóle możliwe.
Jeżeli zamierzacie spędzić najbliższy urlop na plażach Costa Brava na północy Hiszpanii, koniecznie zabierzcie z sobą reportaż Normana Lewisa. Dowiecie się z niego, jak wyglądało tam życie przed wybuchem wielkiego boomu turystycznego. Autor zdążył jeszcze niemal w ostatnim momencie zobaczyć to, co już na dobre zniknęło z krajobrazu Hiszpanii.
Krzysztof Kolumb po powrocie z kolejnych wypraw udawał się w glorii i chwale na dwór królewski , organizując orszaki „Cudów Zamorskich”. Odświętnie ubrani heroldowie w towarzystwie kolorowych papug przywiezionych z Nowego Świata sławili męstwo Wielkiego Odkrywcy i obwieszczali sukcesy jego wypraw.