Wychodzę na spacer wzdłuż nadmorskiej promenady, jestem w samym środku jeszcze sennej wioski, wśród niskich domów niemal przylepionych do skalistej czarnej plaży. Wszystkie budynki są pomalowane na biało, w większości parterowe i z płaskim dachami, z niebieskimi lub zielonymi drzwiami i oknami, przy kilku domach stoją zacumowane łódki rybackie – ślady tradycyjnej przeszłości. Wioska jest położona na pochyłym ciemnoszarym zboczu Los Ayaches – górzystego parku przyrodniczego. Ten kontrast bieli zabudowań i czerni od strony morza oraz brązu górzystego zbocza musi każdego urzekać o słonecznym poranku.
Tak, jesteśmy na Lanzarote, gdzie Cezar Manrique kilkadziesiąt lat temu zaczął realizować swoją utopię. Miał wielkie marzenie, aby przekształcić całą wyspę w unikatowe dzieło sztuki zgodnie ze swoją wizją estetyczną. Czy mu się to udało?


Najnowsze komentarze